Większość kobiet, z którymi rozmawiam, mówi podobne rzeczy.
„Nie lubię swojego ciała.”
„Źle wyglądam na zdjęciach.”
„Nie czuję się ze sobą dobrze.”
I prawie nigdy nie mówią tego dlatego, że ich ciało faktycznie jest problemem. Problemem jest relacja, jaką z nim mają.
Zacznijmy od prostego faktu.
Twoje ciało nie powstało po to, żeby:
• dobrze wyglądać na zdjęciach,
• spełniać cudze oczekiwania,
• mieścić się w jakimś estetycznym standardzie.
A mimo to…
od lat patrzysz na nie jak na projekt do poprawy.
Za grube.
Za stare.
Za zmęczone.
Nie takie jak trzeba.
I im dłużej na nie patrzysz w ten sposób, tym trudniej zobaczyć cokolwiek innego.
Lustro nie pokazuje prawdy. Lustro pokazuje:
• to, czego Cię nauczono,
• komentarze, które kiedyś zapamiętałaś,
• porównania, które nosisz w głowie,
• spojrzenia innych ludzi.
Nie pokazuje:
• Twojej obecności,
• energii,
• sposobu, w jaki ktoś mógłby Cię zobaczyć bez oceniania.
Dlatego możesz:
• wyglądać „dobrze”,
• spełniać wszystkie kryteria,
• a i tak czuć się nie w porządku.
Bo problem nie jest w ciele. Problem jest w spojrzeniu.
Dlaczego zdjęcia tak bolą?
Bo zdjęcie:
• zatrzymuje Cię w jednym momencie,
• odbiera kontrolę,
• pokazuje Cię z zewnątrz.
A jeśli przez lata patrzyłaś na siebie tylko krytycznie, to każde zdjęcie staje się dowodem przeciwko Tobie.
Nie „o, to ja”.
Tylko: „widzisz? dokładnie o to mi chodziło”.
To bardzo częsty mechanizm. I bardzo rzadko nazywany.
Co robi większość kobiet? Unika.
• luster,
• zdjęć,
• bycia widzianą,
• sytuacji, w których ktoś mógłby na nie patrzeć dłużej.
Nie dlatego, że są próżne. Tylko dlatego, że ciągle czują, że coś jest z nimi nie tak. I im dłużej tego unikają, tym bardziej ta myśl się utrwala.
Prawda jest niewygodna, ale prosta.
Nie pokochasz swojego ciała, jeśli:
• cały czas będziesz je poprawiać,
• patrzeć na nie tylko pod kątem „co jest nie tak”,
• czekać, aż zasłuży na akceptację.
Relacja z ciałem nie zmienia się przez poprawki. Zmienia się przez inne doświadczenie bycia widzianą.
I nie – to nie jest o zdjęciach.
To jest o tym, czy:
• pozwalasz sobie na spojrzenie bez oceny,
• potrafisz na chwilę odpuścić kontrolę,
• umiesz zobaczyć siebie nie jako zbiór mankamentów, tylko jako całość.
Dla niektórych kobiet takim doświadczeniem bywa sesja.
Dla innych rozmowa.
Dla innych moment, w którym przestają uciekać wzrokiem.
Nie ma jednej drogi.
Ale jedno jest wspólne:
dopóki patrzysz na siebie cudzymi oczami, zawsze będziesz „nie wystarczająca”.
Jeśli ten tekst coś w Tobie poruszył – to wystarczy.
Nie musisz nic z tym robić od razu.
Czasem pierwszy krok to po prostu zauważyć, że problem nie jest tam, gdzie zawsze myślałaś.
Mateusz Suska
0 komentarzy